poniedziałek, 11 listopada 2019

Letnie wspomnienia w środku jesieni


 
Dni coraz krótsze, coraz chłodniej, jesień w pełni więc czas idealny na letnie wspomnienie upalnego sierpnia. Tak więc: po szybkiej słoweńskiej przygodzie z Triglavem w roli głównej przyszedł czas na urlop w "moich" górach, a że podjęte wyzwanie "50 na 50" się samo nie zrobi przyszedł również czas zdobywania kolejnych szczytów. Po leniwym pierwszym tygodniu i weekendzie z festiwalową Danielką nadszedł czas mobilizacji:
Wycieczka nr 1. 
Jakoś to "zdobywanie" trzeba zacząć, a tu pochmurno i na deszcz się niesie, to może jakaś "autokarówka". Bardzo lubimy samochodem wspiąć się gdzieś wysoko w Beskidach, oczywiście tylko i wyłącznie po asfalcie. Jedziemy na pętle nad Zwardoniem, a że tuż obok drogi dwa szczyty się wznoszą to jak nie skorzystać z okazji.  W lekkiej mżawce objadając się dorodnymi jeżynami "zdobywamy" Mały i Wielki Rachowiec (16-17)/50.

Wycieczka nr 2. 
Ponownie korzystamy z dobrodziejstwa asfaltowej drogi. "Misiek" wywozi nas na Przełęcz Glinka,  skąd grzbietem granicznym kierujemy się na wschód. Dość wygodną ścieżką, bez męczących długich podejść zaliczamy kolejno Pientkulę, mało wybitny i bliżej nie zlokalizowany Krawców Wierch, Grubą Buczynę i Wielki Groń. W drodze powrotnej odwiedzamy Bacówkę PTTK na Polanie Krawcula i spadamy na przełęcz. Przełęcz Glinka - Pientkula - Krawców Wierch - Gruba Buczyna - Wielki Groń i z powrotem (18-21)/50
 
 
 
 
Wycieczka nr 3. 
Worek Raczański to kolejny nasz cel, jedyny problem to to, że szlaki w tym rejonie jakoś dziwnie omijają wierzchołki trawersami, ale co to dla nas!!! Startujemy z Koloni w kierunku Rezerwatu Śrubita. Droga stokowa zgrabnie omija rezerwat i doprowadza nas do czerwonego szlaku prowadzącego z Wielkiej Rycerzowej na Wielką Raczę ale nam nie chodzi tylko i wyłącznie o wygodne i szybkie dojście do Wielkiej Raczy. Zostawiam szlak i najpierw łagodnym, a później stromym zboczem przez rzadką, a później gęstą, buczynę kierujemy się na Bugaj - szczyt leżący na samej granicy. Grzbietem granicznym, idąc na zachód, ponownie dochodzimy do szlaku czerwonego, aby po kilkuset metrach go opuścić i wyjść na Orła. Idąc dalej pasem granicznym zdobywamy Małą Raczę. Grzbiet prowadząc nas na północ dochodzi ponownie do szlaku czerwonego, który wyprowadza nas na najwyższy punkt dzisiejszej wycieczki czyli Wielką Raczę. Po odpoczynku i posileniu się, w wyremontowanym częściowo schronisku namawiam, mocno już zmęczoną Martę na jeszcze jeden wierzchołek, leżący tuż obok szlaku czerwonego - Upłaz. Z niewybitnego wzniesienia na skuśkę, zbierając po drodze grzyby spadamy do żółtego i nim do Koloni. Oj męczący to był dzień.  Rycerka Kolonia - Bugaj - Orło (Orzeł) - Mała Racza - Wielka Racza - Upłaz (22-26)/50
Wycieczka nr 4. 
Miał być dzień "restu" i był przynajmniej do późnego popołudnia. Pada pytanie: Może na deserek jakiś np. w Milówce? Cukiernia w Milówce może być tylko ta jedna, jedyna, która jest tam od zawsze albo odkąd ja sięgam pamięcią. Kawka, ciastko i ciśniemy dalej może zdążymy na zachód słońca podziwiany z Ochodzitej. Zdążamy, a zupełnie przy okazji wpada 27 szczyt. Ochodzita 27/50
 
Wycieczka nr 5. 
Klasyk ze Złatnej. Zaczynamy tradycyjnie czarnym, potem nowym żółtym stromo w górę na Bory Orawskie i dalej granicą przez Magurke na Trzy Kopce. Skręcamy na zachód i szlakiem czerwonym kierujemy się na hale poniżej Rysianki. Upał daje się we znaki. Odpoczywamy w schronisku. Zdobywamy jeszcze sam szczyt Rysianki, podziwiamy widok na Kotlinę Żywiecką, wracamy do schroniska i szlakiem czarnym spadamy do Złatnej. Złatna Huta - Magurka - Trzy Kopce - Rysianka - Złatna Huta (28-30)/50
Wycieczka nr 6. 
Na wycieczce nr 1 odkryliśmy niezmierzone połacie jeżyn i to właściwie był główny cel kolejnej "autokarówki" - wyjechać pod Rachowiec, nazbierać jeżyn, wrócić do chałupy i narobić dżemu. Zbieranie poszło na tyle szybko, że plan można było zmodyfikować. Podjeżdżamy, więc, do granicy "Miśkiem", a potem idąc niespiesznie, nieco stromo pod górę, Ścieżką Zakochanych zdobywamy kolejny szczyt do "50 na 50" - Skalanka 31/50. Pozostaje jeszcze 19!!!
 

piątek, 13 września 2019

Szybka słoweńska przygoda

Podczas wycieczki w Beskid Sądecki Beata i Sonia, dziewczyny z Noga Za Nogą, pochwaliły się, że wybierają się na przedłużony sierpniowy weekend na Triglav, a na dodatek, że mają wolne miejsce w samochodzie. Zaświeciło mi w głowie, że nie powinienem zmarnować okazji szybkiego wyjazdu na najwyższy szczyt Słowenii. Urlop jest, zgoda ukochanej jest, pozostaje deczko doczytać o drogach na szczyt, spakować sprzęt i liczyć na łaskawość pogody. 
Podróż w kierunku Słowenii rozpoczynamy w nocy z środy na czwartek. Przez noc pokonujemy Czechy i Austrię by już za dnia przejechać przez Przełęcz Wurzenpass i spaść do Kranjskiej Góry. Wczesnym rankiem jesteśmy już na Kempingu Kamne w Mojstranie. Rozbijamy namioty, zjadamy szybkie śniadanie, wypijamy kawę, oglądamy mapę okolicy i około 10:00 ruszamy na rekonesans pod Triglava. Suzi, auto dziewczyn, dzielnie dowozi nas do parkingu w głębi Doliny Vrata. W planach mamy wyjście na plateau ferratą Tomiškowa i zejście ferratą pot čez Prag. Po mimo nieprzespanej nocy ochoczo ruszamy w głąb doliny. Mijamy schronisko Aljažev dom, przy pomniku partyzantów górskich z okresu I Wojny Światowej zaczynamy podejście w kierunku ferraty. Szlak stromo, w zakosy, wspina się do góry. Bardzo szybko zdobywamy wysokość. Właściwa ferrata zaczyna się około 400 m powyżej dna doliny. Zakładamy uprzęże, kaski i pokonując kolejne progi i półki, w terenie mocno eksponowanym, a nie zawsze posiadającym zabezpieczenie w postaci stalowej liny, wspinamy się coraz wyżej. Mijamy odejście szlaku prowadzącego w dół i dochodzimy do plateau na wysokości 2200 m n.p.m., tuż pod schroniskiem Dom Staniča. Podczas odpoczynku Beata rzuca pytanie: Daleko jeszcze na Triglav? Do szczytu tylko 2 godziny, ale nieprzespana noc, późna godzina, zmęczenie i chmura na szczycie bardzo ułatwiają nam decyzję. Na dzisiaj dość podejścia, ruszamy w dół. Ferrata pot čez Prag, szybko i stromo piargiem schodzi w dół. Na zejściu przyglądamy się małej kozicy wędrującej po skałach równolegle do naszej drogi. Na jednym pionowym progu ubezpieczonym liną trafiamy na mały korek, który lekko nas przytrzymuje. W dole widać już schronisko Aljažev dom. Do samochodu docieramy późnym popołudniem, a na kemping już po zachodzie słońca. Piwo, kolacja, plan na jutro i sen.

 
 
 

Piątek zaczynam od wizyty w Krajnskiej Górze przy sztucznych jeziorach Jasna i pomniku legendarnego Zlatoroga ( tego od Laško ;-) ). Następnie jedziemy do doliny potoku Matuljek. Dzień zaplanowany jako dzień odpoczynku więc niespiesznie ruszamy w górę zalesioną doliną do wodospadu Zgornji Martuljkov slap. Wodospad trzema kaskadami spada z stu metrowej ściany. Ścieżka prowadzi do samego środka wodospadu, a dzięki ferratcie można dostać się do górnej jego części. Schodząc w dół doliny odwiedzamy polanę z kaplicą Marii Śnieżnej i Brunaricą oraz drugi wodospad Spodnji Martuljkov slap (wysokość 50 m). Od wodospadu ścieżka mostkami i schodami sprowadza nas na dno doliy i wzdłuż potoku do jej wylotu. Jeszcze tylko przymusowe moczenie stóp w lodowatej górskiej wodzie i jesteśmy z powrotem przy Suzi. Z racji lekkiego zmęczenia odpuszczamy kolejny zaplanowany punkt dnia i kierujemy się bezpośrednio nad Jezioro Bled będące turystyczną wizytówką Słowenii. Zatrzymujemy się przy Kempingu Bled. Krótki spacer zbudowanym wzdłuż brzegu jeziora molem, sesja fotograficzna Blejskiego Otoku z kościołem pielgrzymkowym pod wezwaniem Wniebowzięcia Marii Panny i ruszamy w drogę powrotną na kemping. Do Mojstrany wracamy doliną wzdłuż rzeki Radovana. Wieczorny rytuał: piwo, kolacja, plan na jutro i w momencie zasypiamy jak kamienie.

 
 
 

W sobotę pobudka jeszcze przed wschodem słońca. Niestety noc była zbyt któtka aby w pełni odpocząć po dwóch intensywnych dniach.Zmęczenie się skumulowało. Beata nie czuje się na siłach aby pójści drogą zapalnowaną przeze mnie.  Dziewczyny wspaniałomyślnie proponują, że podwiozą mnie do Doliny Vrata, a same pojadą do Doliny Krma i stamtąd pójdą na Triglava, a spotkamy się na szczycie lub w schronisku. Korzystam z propozycji.  Rozstajemy się na parkingu o 6:13. Ruszam w górę doliny w kierunku Przełęczy Luknja. Podejście początkowo łagodne staje się coraz stromsze czym bliżej przełęczy. Na Luknji spotykam sporą grupę turystów przygotowujących się do wejścia w ferratę pot čez Plemenice. Staram się szybko oszpejić i bez odpoczynku ruszam dalej. Ferrata od samego początku prowadzi bardzo eksponowanym terenem. Kolejne progi, trawersy, a między nimi kawałki grani wyprowadzają mnie na rozległe plateau pod kopułą szczytową Triglava. Szlak pląta się  pomiędzy licznymi rozpadlinami i płatami śniegu aż w końcu wyprowadza przez piarg do kolejnego odcinak ferraty, którym docieram do ostatniej przełęczy przed szczytem. Panorama wokół staje się coraz rozleglejsza, w dole widzę schronisko Dom Planika. Przez ciąg skalnych płyt docieram do grani, która wiedzie wprost na szczyt. Jestem na Triglavie 2864 m n.p.m. Dzwonię do żony, jestem mega szczęśliwy i chyba nieco wzruszony. Robię selfiaka pod schronem Aljažev Stolp, kilka panoram, film. Telefonuję do mojej słoweńskiej rodziny. Dzwonię do dziewczyn, że czekam na szczycie i oddaję się podziwianiu widoków. Dziewczyny na podejściu nieco zmieniają plany i podchodzą na szczyt od Domu Planika. Zauważam je na grani, schodzę do nich i filmuję ostatnie metry ich podejścia. Dziewczyny zmęczone ale szczęśliwe zdobywają Triglava. Robimy wspólne zdjęcie, jeszcze chwilę odpoczywamy i zaczynamy schodzić w dół granią przez Mały Triglav. Grań jest mocno przestrzenna ale za to bardzo dobrze ubezpieczona stalówką. Co chwile niestety musimy się zatrzymywać aby poczekać na wolniej schodzących lub podchodzących na szczyt. Po opuszczeniu grani dochodzimy na krótki postój do schroniska Triglavski dom na Kredarici z którego niekończącym się zejściem dochodzimy do Suzi czekającej na parkingu w Doliny Krma. Pozostaje dojechać na kemping i przed snem chwilę poświętować podwójne zdobycie Triglava.
Noga Za Nogą wielkie dzięki za zaproszenie, wyjazd i wyrozumiałość.

 
 
 
 

Cały wyjazd w jednym filmie:


Statystyka:
Dystans:  33,59 km
Przewyższenie: 3 878 m

Polecam jako przewodnik:  gorydlaciebie.pl

środa, 14 sierpnia 2019

Po Beskidzie Sądeckim



Jedziecie z nami na Cyrlę, zapytała Bożenka jakiś miesiąc temu. Oczywiście. Zgodziłem się i od  razu otworzyłem portal mapa-turystyczna.pl. Rzut oka na mapę, sprawdzenie rozkładu jazdy pociągów i plan na trzy dni wędrówki gotowy.
Naszedł dzień wyjazdu. Ruszamy z Martą w piątek po pracy do Rytra w którym "lądujemy" mocno po 21. Zakładamy czołówki i szlakiem czerwonym (GSB) stromo do góry wędrujemy przez Kretówki do prywatnego Schroniska Chaty Górskiej Cyrla. Do schroniska, w którym czekają: Bożenka, Aga, Tomaszek i Arek docieramy po około dwóch godzinach nocnej wędrówki. Zasiadam do stołu, chwilę rozmawiamy, dopijamy małe co nie co, a sympatyczne spotkanie kończy (taka tradycja) Właściciel, prosząc o ciszę.
Sobotni poranek nadchodzi jakoś dziwnie szybko. Ekipa PTT o/Sosnowiec niespiesznie się ogarnia: pakuje, krząta, w końcu je śniadanie. Czekamy jeszcze na Beatę i Sonię z Noga za Nogą, zamawiamy następną kolejkę piwa i po dziesiątej ruszamy w kierunku Bacówki PTTK nad Wierchomlą. Główny Szlak Beskidzki na tym kawałku prowadzi zalesionym grzbietem, od czasu do czasu wychodząc na hale, z których rozpościerają się przepiękne widoki na Dolinę Wierchomli i otaczające ją wzniesienia. Po drodze mijamy Jaworzynę Kokuszańską, Halę Pisaną, Wierch nad Kamieniem. Mniej więcej w połowie drogi trafiamy na Halę Łabowską ze Schroniskiem PTTK. Zaliczamy krótki obiadowy postój i wędrujemy dalej. Na przełęczy pod Runkiem dopada nas deszcz i towarzyszy nam aż do początku zejścia. Późnym popołudniem docieramy do Bacówki. Jeszcze "chwila grandzenia" na jadalni i znużeni, nie tylko, dzisiejszą drogą idziemy spać. W nocy w Beskidzie zagościła burza z intensywnym opadem.
Niedziela budzi się mgłami podnoszącymi się z dolin. Pomimo moich próśb poranny spręż trwa do dziesiątej. Ruszamy w dół szlakiem niebieskim, który ma nas doprowadzić do Żegiestowa - Zdroju. Wygodna droga graniowa prowadzi przez hale ośrodka narciarskiego Dwie Doliny. Po drodze zbaczamy na Wielką Pustą, z której schodzimy do Palenicy. Przebyte kilometry powoli dają nam się  we znaki. Dalej szlak trawersuje halami Góry Milickie i Trzy Kopce. Lasem dochodzimy do zejścia wąską ścieżką do Żegiestowa - Zdroju i Doliny Popradu. Aby zdążyć na pociąg pierwsza grupa trochę przyspiesza. Mijamy ruiny domu zdrojowego, chwila truchtu po asfalcie i jesteśmy na dworcu. Niestety pociąg, na który spieszyliśmy się, jeździ tylko w tygodniu, a najbliższy dopiero o będzie 17:55. Łapiemy busa do Piwnicznej Zdroju i dalej taryfę do Rytra. Pozostaje jeszcze  zwózka drugiej grupy, wspólna pizza i droga do domu.




Statystyka:
Dystans:  34,4 km
Przewyższenie: 3 749‬ m