wtorek, 21 stycznia 2020

Śniegu ciągle dość

Jejku, jak ja lubię kiedy w niedzielę budzik dzwoni o 3:30 i tym samym zapowiada jakoweś wydarzenia. Ciężka pobudka, szybkie śniadanie, pusta droga do Sopotni i o 6:06 ruszam spod Kordonu w kierunku Pilska. Nocny opad śniegu pozwala na foczenie od samochodu.  Doliną Potoku Cebula, w świetle czołówki podchodzę na Tanecznik, a z niego grzbietem, w zygzaki na Pięć Kopców. Śnieg na kopule szczytowej mocno wywiany i muszę lawirować między wystającymi kamieniami. We mgle i wietrze ciągnę dalej na Pilsko. Na szczycie fota, łyk herbaty, ściągam foki i zaczynam zjazd w stronę Mechów. W zjeździe nieco za daleko spadam na południe i zmuszony jestem podejść na siodło aby kontynuować zjazd do Bystrego Potoku. Śnieg mimo zmrożenia daje frajdę ze zjazdu. Stok nastramia się coraz bardziej, czujnie spadam coraz niżej na dno doliny. Pokonuję potok, zakładam foki i zaczynam drugie podejście dzisiejszego dnia, tym razem na Minčol. Ślad skutera śnieżnego wyprowadza mnie na sam wierzchołek. Powtarzam rytuał i jazda w dół. W euforii zjazdu zapuszczam się nieco za daleko na południe i trawersem muszę wrócić na właściwą, zachodnią,  stronę góry. Zjeżdżam na dno doliny Potoku Mutnianka. Zaczynam podejście w kierunku Trzech Kopców, trafiam na ślady z zeszłej niedzieli i nimi wychodzę na grzbiet graniczny. Zjazd w dół rozpoczynam Stefanką i dalej drogą stokową do miejsca gdzie tydzień temu zgubiłem drogę. Z nawigacją w ręku próbuję namierzyć ścieżkę ale mimo tego, że kropka w nawigacji idealnie jest na ścieżce ja ciągle pozostaję w "krzakach". W końcu udaje mi się dojechać do strumienia i trafić na drogę, która po chwili podejścia pozwala zjechać do doliny Potoku Cebula i pozostawionego tam samochodu. Ogarniam sprzęt, łyk zimnej już kawy, i ruszam w drogę powrotną.

  



Statystyka:
Dystans: 19,4 km
Przewyższenie: 1527 m

poniedziałek, 13 stycznia 2020

Pół stycznia (z kawałkiem grudnia) z głowy ale za to na fokach

Jeszcze grudzień 27.12.
Śnieg w końcu spadł więc jechać foczyć trzeba, a że niewiele go spadło to i tura może mało ambitna i ciekawa ale na początek dobre i to. Ruszamy z Korbielowa spod Byka starą nartostradą do góry. Delikatnie, bo śniegu z 10 cm leży i uważać trzeba. Czym wyżej tym lepiej. Od Hali Szczwiny warun śniegowy już ekstra. Ciśniemy dalej nartostradami do schroniska na Miziowej. Krótki odpoczynek i ruszamy dalej trasą narciarską na Pięć Kopców i ścieżką wśród wystającej jeszcze kosodrzewiny na szczyt Pilska. Wieje. Pamiątkowa fota i wracamy. Na Pięciu Kopcach ściągamy foki i zaczynamy zjazd. Ponownie zatrzymujemy się w schronisku na herbatkę. Do Korbielowa zjeżdżamy trasami narciarskimi, które w dolnych partiach były sztucznie naśnieżane i dzięki temu możemy zjechać bezpiecznie do samej doliny.

 
Styczeń 1.01.
Rok zacząć jakoś trzeba więc z Waldkiem 1 stycznia 2020 o godzinie 5:30 ruszamy z Sosnowca w góry. Kierunek jedyny możliwy: masyw Pilska. Turę zaczynamy w Sopotni Dolnej (pod Kordonem) i drogami stokowymi, bez szlaku wychodzimy na Buczynkę i Halę Jodłowcową. Dalej szlakiem zielonym docieramy do schroniska na Hali Miziowej. Ciśniemy dalej do góry, mijamy Pięć Kopców i w połowie drogi na szczyt spadamy do Roztoki. Śniegu nieco za mało na fajny zjazd. Lawirujemy pomiędzy kosówką i drzewami. Zjeżdżamy, uważając na wystające konary i pniaki, do potoku. Kleimy foki i trawersem wychodzimy na Tanecznik. Kontynuujemy szlakiem czerwonym na Halę Cudzichową i Palenicę. Zjazd lasem wzdłuż Halnej na Cudzichową pod samo auto.



 



Styczeń 5.01
Opad śniegu w nocy z piątku na sobotę skusił nas i w składzie Krysia,  Darek i ja ponownie lecimy na Pilsko. Ruszamy od parkingu, delikatnie, po lesie, bez szlaku. Czym wyżej tym lepiej. Nieco świeżego miejscami trochę wywiane ale jest przyjemnie. Powyżej 1000 m warun miodzio. Ponad lasem mgła i zamieć. Kosówka, niestety,  jeszcze jej nie przykrył śniegiem w całości. Lawirujemy wśród zmrożonych iglaków i dochodzimy do Pięciu Kopców, szczyt Pilska odpuszczamy. Zaczynam zjazd. Upss!!! Tak stromo, brak ścieżki, jakiś żółty słupek - mgła i wiatr zrobił swoje i lekko błądzimy przed znalezieniem właściwej drogi. Dopadamy do nartostrady i zjeżdżamy do schroniska na Hali Miziowej. Po chwili przerwy, posiłku i ogrzaniu się kontynuujemy zjazd do Korbielowa nartostradami (gwarancja śniegu). W połowie zjazdu spotykamy znajomych z którymi lądujemy w "szałasie na stoku". Znowu małe co nie co i zjazd do dolnej stacji wyciągu. Pozostaje nam jeszcze podejść do samochodu pozostawionego nieco wyżej.




Styczeń 12.01
Mija tydzień bez opadów śniegu i z plusową temperaturą, nic dobrego nie wróżąc warunkom śniegowym w górach. Śnieg pewnie siada i nocne przymrozki tworzą skorupę. Plan na wyjazd czeka do ostatniej chwili. Późnym sobotnim popołudniem zaczyna lekko sypać na Pilsku, więc - jedziemy. Tym razem skład rozszerzony: Sonia, Beta, Krystyna, Darek i ja. Starujemy z Sopotni Dolnej w kierunku Buczynki i Hali Jodłowcowej. Warun git, pogoda ekstra. Dość sprawnie pokonujemy drogę w górę. W schronisku na Hali Miziowej łapiemy oddech i ciśniemy na fokach dalej. Kierujemy się grzbietem granicznym przez Tanecznik, Munczolik (brrr), Halę Cudzichową na Palenicę. Ze szczytu, gęstym lasem zjeżdżamy na południe w poszukiwaniu wypatrzonych na googlu polan. Niestety okazuje się, że już skutecznie zarosły świerkami i nie dają możliwości fajnego zjazdu. Kontynuujemy więc zjazd w wysokim lesie kierując się pod Trzy Kopce. Natrafiamy na ślady podejścia i nimi wracamy na grzbiet graniczny idealnie nad Stefanką, która miała być drugim celem wycieczki. Stefanka okazuje się łąką idealną: szeroko, nie za stromo, śnieg twardy przykryty 2 cm puchu, przeszkód prawie wcale. Ciesząc się ze zjazdu błyskawicznie osiągamy dolny brzeg polany i wpadamy ponownie w las. Plan zakładał kontyuowanie tury drogą stokową prosto do samochodu, niestety droga na mapie okazuje się ścieżką i jest zupełnie niewidoczna pod warstwą śniegu. Zjazdem przez krzaki (obyć się nie mogło bez) dopadamy do pierwszego strumienia, przechodzimy go i po krótkim podejściu kolejną drogą spadamy do potoku płynącego dnem doliny. Jeszcze jedna przeprawa, jazda paskiem śniegu wzdłuż asfaltu, podejście z buta do parkingu i turę zamykamy prawie 20 km.






 


Śniegu ciągle dość

Jejku, jak ja lubię kiedy w niedzielę budzik dzwoni o 3:30 i tym samym zapowiada jakoweś wydarzenia. Ciężka pobudka, szybkie śniadanie, pus...