Szybka słoweńska przygoda

Podczas wycieczki w Beskid Sądecki Beata i Sonia, dziewczyny z Noga Za Nogą, pochwaliły się, że wybierają się na przedłużony sierpniowy weekend na Triglav, a na dodatek, że mają wolne miejsce w samochodzie. Zaświeciło mi w głowie, że nie powinienem zmarnować okazji szybkiego wyjazdu na najwyższy szczyt Słowenii. Urlop jest, zgoda ukochanej jest, pozostaje deczko doczytać o drogach na szczyt, spakować sprzęt i liczyć na łaskawość pogody. 
Podróż w kierunku Słowenii rozpoczynamy w nocy z środy na czwartek. Przez noc pokonujemy Czechy i Austrię by już za dnia przejechać przez Przełęcz Wurzenpass i spaść do Kranjskiej Góry. Wczesnym rankiem jesteśmy już na Kempingu Kamne w Mojstranie. Rozbijamy namioty, zjadamy szybkie śniadanie, wypijamy kawę, oglądamy mapę okolicy i około 10:00 ruszamy na rekonesans pod Triglava. Suzi, auto dziewczyn, dzielnie dowozi nas do parkingu w głębi Doliny Vrata. W planach mamy wyjście na plateau ferratą Tomiškowa i zejście ferratą pot čez Prag. Po mimo nieprzespanej nocy ochoczo ruszamy w głąb doliny. Mijamy schronisko Aljažev dom, przy pomniku partyzantów górskich z okresu I Wojny Światowej zaczynamy podejście w kierunku ferraty. Szlak stromo, w zakosy, wspina się do góry. Bardzo szybko zdobywamy wysokość. Właściwa ferrata zaczyna się około 400 m powyżej dna doliny. Zakładamy uprzęże, kaski i pokonując kolejne progi i półki, w terenie mocno eksponowanym, a nie zawsze posiadającym zabezpieczenie w postaci stalowej liny, wspinamy się coraz wyżej. Mijamy odejście szlaku prowadzącego w dół i dochodzimy do plateau na wysokości 2200 m n.p.m., tuż pod schroniskiem Dom Staniča. Podczas odpoczynku Beata rzuca pytanie: Daleko jeszcze na Triglav? Do szczytu tylko 2 godziny, ale nieprzespana noc, późna godzina, zmęczenie i chmura na szczycie bardzo ułatwiają nam decyzję. Na dzisiaj dość podejścia, ruszamy w dół. Ferrata pot čez Prag, szybko i stromo piargiem schodzi w dół. Na zejściu przyglądamy się małej kozicy wędrującej po skałach równolegle do naszej drogi. Na jednym pionowym progu ubezpieczonym liną trafiamy na mały korek, który lekko nas przytrzymuje. W dole widać już schronisko Aljažev dom. Do samochodu docieramy późnym popołudniem, a na kemping już po zachodzie słońca. Piwo, kolacja, plan na jutro i sen.

 
 
 

Piątek zaczynam od wizyty w Krajnskiej Górze przy sztucznych jeziorach Jasna i pomniku legendarnego Zlatoroga ( tego od Laško ;-) ). Następnie jedziemy do doliny potoku Matuljek. Dzień zaplanowany jako dzień odpoczynku więc niespiesznie ruszamy w górę zalesioną doliną do wodospadu Zgornji Martuljkov slap. Wodospad trzema kaskadami spada z stu metrowej ściany. Ścieżka prowadzi do samego środka wodospadu, a dzięki ferratcie można dostać się do górnej jego części. Schodząc w dół doliny odwiedzamy polanę z kaplicą Marii Śnieżnej i Brunaricą oraz drugi wodospad Spodnji Martuljkov slap (wysokość 50 m). Od wodospadu ścieżka mostkami i schodami sprowadza nas na dno doliy i wzdłuż potoku do jej wylotu. Jeszcze tylko przymusowe moczenie stóp w lodowatej górskiej wodzie i jesteśmy z powrotem przy Suzi. Z racji lekkiego zmęczenia odpuszczamy kolejny zaplanowany punkt dnia i kierujemy się bezpośrednio nad Jezioro Bled będące turystyczną wizytówką Słowenii. Zatrzymujemy się przy Kempingu Bled. Krótki spacer zbudowanym wzdłuż brzegu jeziora molem, sesja fotograficzna Blejskiego Otoku z kościołem pielgrzymkowym pod wezwaniem Wniebowzięcia Marii Panny i ruszamy w drogę powrotną na kemping. Do Mojstrany wracamy doliną wzdłuż rzeki Radovana. Wieczorny rytuał: piwo, kolacja, plan na jutro i w momencie zasypiamy jak kamienie.

 
 
 

W sobotę pobudka jeszcze przed wschodem słońca. Niestety noc była zbyt któtka aby w pełni odpocząć po dwóch intensywnych dniach.Zmęczenie się skumulowało. Beata nie czuje się na siłach aby pójści drogą zapalnowaną przeze mnie.  Dziewczyny wspaniałomyślnie proponują, że podwiozą mnie do Doliny Vrata, a same pojadą do Doliny Krma i stamtąd pójdą na Triglava, a spotkamy się na szczycie lub w schronisku. Korzystam z propozycji.  Rozstajemy się na parkingu o 6:13. Ruszam w górę doliny w kierunku Przełęczy Luknja. Podejście początkowo łagodne staje się coraz stromsze czym bliżej przełęczy. Na Luknji spotykam sporą grupę turystów przygotowujących się do wejścia w ferratę pot čez Plemenice. Staram się szybko oszpejić i bez odpoczynku ruszam dalej. Ferrata od samego początku prowadzi bardzo eksponowanym terenem. Kolejne progi, trawersy, a między nimi kawałki grani wyprowadzają mnie na rozległe plateau pod kopułą szczytową Triglava. Szlak pląta się  pomiędzy licznymi rozpadlinami i płatami śniegu aż w końcu wyprowadza przez piarg do kolejnego odcinak ferraty, którym docieram do ostatniej przełęczy przed szczytem. Panorama wokół staje się coraz rozleglejsza, w dole widzę schronisko Dom Planika. Przez ciąg skalnych płyt docieram do grani, która wiedzie wprost na szczyt. Jestem na Triglavie 2864 m n.p.m. Dzwonię do żony, jestem mega szczęśliwy i chyba nieco wzruszony. Robię selfiaka pod schronem Aljažev Stolp, kilka panoram, film. Telefonuję do mojej słoweńskiej rodziny. Dzwonię do dziewczyn, że czekam na szczycie i oddaję się podziwianiu widoków. Dziewczyny na podejściu nieco zmieniają plany i podchodzą na szczyt od Domu Planika. Zauważam je na grani, schodzę do nich i filmuję ostatnie metry ich podejścia. Dziewczyny zmęczone ale szczęśliwe zdobywają Triglava. Robimy wspólne zdjęcie, jeszcze chwilę odpoczywamy i zaczynamy schodzić w dół granią przez Mały Triglav. Grań jest mocno przestrzenna ale za to bardzo dobrze ubezpieczona stalówką. Co chwile niestety musimy się zatrzymywać aby poczekać na wolniej schodzących lub podchodzących na szczyt. Po opuszczeniu grani dochodzimy na krótki postój do schroniska Triglavski dom na Kredarici z którego niekończącym się zejściem dochodzimy do Suzi czekającej na parkingu w Doliny Krma. Pozostaje dojechać na kemping i przed snem chwilę poświętować podwójne zdobycie Triglava.
Noga Za Nogą wielkie dzięki za zaproszenie, wyjazd i wyrozumiałość.

 
 
 
 

Cały wyjazd w jednym filmie:


Statystyka:
Dystans:  33,59 km
Przewyższenie: 3 878 m

Polecam jako przewodnik:  gorydlaciebie.pl

Po Beskidzie Sądeckim

Jedziecie z nami na Cyrlę, zapytała Bożenka jakiś miesiąc temu. Oczywiście. Zgodziłem się i od  razu otworzyłem portal mapa-turystyczna.pl. Rzut oka na mapę, sprawdzenie rozkładu jazdy pociągów i plan na trzy dni wędrówki gotowy.
Naszedł dzień wyjazdu. Ruszamy z Martą w piątek po pracy do Rytra w którym "lądujemy" mocno po 21. Zakładamy czołówki i szlakiem czerwonym (GSB) stromo do góry wędrujemy przez Kretówki do prywatnego Schroniska Chaty Górskiej Cyrla. Do schroniska, w którym czekają: Bożenka, Aga, Tomaszek i Arek docieramy po około dwóch godzinach nocnej wędrówki. Zasiadam do stołu, chwilę rozmawiamy, dopijamy małe co nie co, a sympatyczne spotkanie kończy (taka tradycja) Właściciel, prosząc o ciszę.
Sobotni poranek nadchodzi jakoś dziwnie szybko. Ekipa PTT o/Sosnowiec niespiesznie się ogarnia: pakuje, krząta, w końcu je śniadanie. Czekamy jeszcze na Beatę i Sonię z Noga za Nogą, zamawiamy następną kolejkę piwa i po dziesiątej ruszamy w kierunku Bacówki PTTK nad Wierchomlą. Główny Szlak Beskidzki na tym kawałku prowadzi zalesionym grzbietem, od czasu do czasu wychodząc na hale, z których rozpościerają się przepiękne widoki na Dolinę Wierchomli i otaczające ją wzniesienia. Po drodze mijamy Jaworzynę Kokuszańską, Halę Pisaną, Wierch nad Kamieniem. Mniej więcej w połowie drogi trafiamy na Halę Łabowską ze Schroniskiem PTTK. Zaliczamy krótki obiadowy postój i wędrujemy dalej. Na przełęczy pod Runkiem dopada nas deszcz i towarzyszy nam aż do początku zejścia. Późnym popołudniem docieramy do Bacówki. Jeszcze "chwila grandzenia" na jadalni i znużeni, nie tylko, dzisiejszą drogą idziemy spać. W nocy w Beskidzie zagościła burza z intensywnym opadem.
Niedziela budzi się mgłami podnoszącymi się z dolin. Pomimo moich próśb poranny spręż trwa do dziesiątej. Ruszamy w dół szlakiem niebieskim, który ma nas doprowadzić do Żegiestowa - Zdroju. Wygodna droga graniowa prowadzi przez hale ośrodka narciarskiego Dwie Doliny. Po drodze zbaczamy na Wielką Pustą, z której schodzimy do Palenicy. Przebyte kilometry powoli dają nam się  we znaki. Dalej szlak trawersuje halami Góry Milickie i Trzy Kopce. Lasem dochodzimy do zejścia wąską ścieżką do Żegiestowa - Zdroju i Doliny Popradu. Aby zdążyć na pociąg pierwsza grupa trochę przyspiesza. Mijamy ruiny domu zdrojowego, chwila truchtu po asfalcie i jesteśmy na dworcu. Niestety pociąg, na który spieszyliśmy się, jeździ tylko w tygodniu, a najbliższy dopiero o będzie 17:55. Łapiemy busa do Piwnicznej Zdroju i dalej taryfę do Rytra. Pozostaje jeszcze  zwózka drugiej grupy, wspólna pizza i droga do domu.





Statystyka:
Dystans:  34,4 km
Przewyższenie: 3 749‬ m