Czasami zdarza się, że w przedłużony weekend trafi w jakaś tradycyjna, kultowa, impreza, czasami trafi się pogoda, na pewno zawsze znajdzie się coś do roboty, a jak do tego wszystkiego dołoży się jeszcze przychylność kochanej żony to czas zapowiada się mega. Nie inaczej było i tym razem więc pełen woli walki i motywacji zabrałem się do działania i już w środowe popołudnie byłem w drodze. Podpowiedzi Rysia, że nigdzie się nam nie śpieszy, wspomagane googlową nawigacją pozwoliły nam zgrabnie pokonać bokiem wszelkie autostradowe utrudnienia i zakopiankowe korki i sporo przed zachodem słońca dotarliśmy na Cypel w Krościenku nad Dunajcem. Rozbite namioty, kamping zlustrowany, piwko wypite na dzisiaj dość.
Czwartek
Szybkie i wczesne śniadanie, relokacja do Sromowiec Niżnych i wszyscy na wodę. Ponton dla młodzieży przyjechał, krótkie szkolenie i płyniemy. Odcinek Sromowce Niżne - Szczawnicy najpiękniejszy jaki można sobie wybrać: bystrza, skały, rzeka wijąca się, jak wąż przez Pieniny. Płyniemy powolutku nacieszając się okolicznościami przyrody. Mijamy przystań fisacką w Sromowcach Niżnych i wpływamy w przełom nad którego początkiem dumnie wznoszą się Trzy Korony. Tuż za " janosikowym skokiem", najwęższym miejscem na tym odcinku oddaję kajak właścicielce i przesiadam się na prawą burtę niebieskiego pontonu. Na pompowanym olbrzymie zupełnie inne doznania. Ponton dostojnie pokonuje najbardziej wzburzone wody poddając się nurtowi i falą. Nieco więcej emocji pojawia się podczas chwili nieuwagi i zawiśnięciu w poprzek nurtu na płytko zanurzonym głazie ale generalnie "nuda". Polecam rafting na Dunajcu wszystkim znajomym, naprawdę się nie ma czego obawiać. Hela na swoim maleństwie dzielnie pokonuje przełom w asekuracji swojego taty. Tuż przed wyjściem z przełomu dokonujemy roszady powrotnej i ostatnie przełomowe bystrza pokonuję kajakiem, na ostatnim z nich żywioł mnie pokonał i zaliczam kabinę o tyle mało komfortową, że wsiadanie "do" miałem już opanowane za to wysiadanie w pozycji odwróconej i pod wodą już nie. Po wydostaniu się na brzeg, wylaniu wody i lekkim ochłonięciu całą eskadrą mijamy Szczawnicę. Zatrzymujemy się w Porcie Pieniny gdzie ekipa pontonowa kończy swój spływ, a my spływamy dalej do Krościenka prosto na kemping.
Popołudnie mija na suszeniu kajakowego szpeju i pakowaniu dobytku. Razem z Ryśkiem opuszczamy kajakową ekipę i najkrótszą drogą ruszamy w Beskid Żywiecki. Z lekką obawą przekraczamy słowacką granicę za którą pokonujemy betonowe zasieki, chyba zapomnieli ich zlikwidować - przynajmniej tak nam się wydaje, południowym trawersem docieramy na Przełęcz Glinka gdzie już bez niespodzianek wracamy do kraju. Jeszcze chwila jazdy i jesteśmy w Nickulinie. Dzień był męczący więc sen przychodzi bardzo szybko.
Sobota
Zaplanowany dzień roboczy. Klejenie nieszczęsnych rurek, próba trzecia jak się okazało wcale nie ostatnia. Dopasowywanie, cięcie, klejenie i to wszystko w miejscach trudno dostępnych za karton-gipsem, nieco schodzi. Po Hydraulice czas na prace w ogrodzie i walka z bujną już trawą. Kończę tuż przed deszczem. Opad nie był zbyt długi intensywny pomimo odgłosów poważnej burzy. Po deszczu szybka decyzja, buty biegowe na nogi i jazda na popołudniową pętlę z Soblówki na Wielką Rycerzową. Dzień kończę małą pizza i bezalkoholowym w Tre Monti w Rajczy.
Niedziela


























